„Cóż są słowa?
- Marne formy w które myśl człowieka
Nędze swojej powszedniej obleka.”
Maria Konopnicka
„A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...”
Bolesław Leśmian
09.09.2005 :: 17:16...
“There's a place called Łódź
That's where you wanna go to get away from it all.”
Kierat kieratem a jednak dla chcącego nic trudnego. Parę dni temu udało mi się wyrwać na NZN II do Łodzi i były to jedne z najpiękniejszych chwil w tym roku. Z tej okazji chciałbym serdecznie podziękować Noemce, która przyjęła nas serdecznie i opiekowała się nami niczym troskliwa Niania mupeciatkami (hmm choć ta niania od mapeciątek jakaś tak nieteges była). Dzięki wielkie dla Narnijki, Mirki, Westfielda i Maugrima za mile spędzony czas. Koniecznie musimy to powtórzyć wkrótce. Wróciłem do domu, do kieratu i już marzę o następnej „wycieczce”. A może Elyta pomyśli o kolejnym zlocie, co? :>
“Can you help me remember how to smile?”
Walka nigdy dotąd nie była tak ciężka jak teraz. Z wielkim trudem zasypiam bez leków, a na dzień dobry muszę aplikować nową chemię. Mam nadzieję, że to wkrótce się skończy. Dobrze czy źle, ale niechże się już skończy.
Dziś zaczynam kolejny weekend na VG – stęskniłem się za tym miejscem. VG słuchowisko po północy, namiętnie podgryzana końcówka długopisu (zaklinanie weny), nocny papieros na parkingu i ten cholerny szum klimatyzacji – nawet za nim zatęskniłem. Pewnie znowu dziś cos napisze. Pytanie tylko kiedy to przepiszę?
Szukam sponsorów zbieram na używanego laptopa!
Nie dajcie się prosić (sponsorowi zadedykuję swoją pierwszą książkę mehehehe)!
Komentuj (3)
09.09.2005 :: 19:40...
Eli III
„Nigdzie nie musimy tkwić wiecznie.”
Edwin Paine (1901-1914), w rozmowie, grudzień 1990
Moim oczom ukazał się przykry widok. Sześcioro gwardzistów eskortowało więźnia niedbale rzuconego na drewniana dwukołówkę ciągniętą przez mizernie wyglądającego osiołka. Blask pochodni oświetlił poznaczoną głębokimi bruzdami blada twarz filozofa Eliego. Reszta fizjonomii również stanowiła przykry widok – jego powykręcane kończyny przynosiły na myśl zwłoki pająka, który padł ofiarą okrutnej zabawy kapryśnego dziecka. A jednak w tym zmaltretowanym ciele nadal tliło się życie. Z każdym skrzypnięciem drewnianych kół zbliżającej się dwukołówki, złocista aura otaczająca więźnia zdawała się przybierać na swej intensywności. Gdy w końcu ów groteskowy konwój zrównał się z nami, stała się rzecz niesamowita. Martwa trawa wokół źdźbło po źdźble przybierała barwę soczystej zieleni. Odradzała się na naszych oczach!
- Jasna cholera – syknął Młody, wyrażając opinie którą w pełni podzielałem.
„Atemie, pójdź za mną” – w mojej głowie niczym szmer strumyka rozległ się łagodny głos. Zniewolony brzmieniem mego prawdziwego imienia (nadanym w dniu stworzenia) mogłem tylko unieść głowę i spojrzeć w bezdenna otchłań fioletowych oczu przyzywającego mnie więźnia. Świat wokół mnie zatracił swe kontury i ogarnęła mnie ciemność. W jednej chwili utraciłem wszystkie zmysły, a ostatnia zgasła świadomość.
„Atemie, otwórz oczy, wracaj!”
Posłuszny jego woli, uniosłem powieki. To co ujrzałem z pewnością nie było Polami Elizejskimi i jakimkolwiek innym znanym mi miejscem. Nie znajdowałem się już w Elysii. Wokół mnie roztaczał się niemający kresu step, zielone łany ciągnęły się w każda stronę, a linii horyzontu nie przecinała żadna góra czy las. Niebo nieskalane żadna chmurą czy gwiazdą, miało złocistą barwę. W powietrzu nie unosiła się żadna woń, a głuchej ciszy nie zakłócił śpiew ptaka czy brzęczenie owada. Byliśmy tu zupełnie sami. Na przeciwko mnie siedział na głazie spowity w biel brodaty młodzieniec.
- Nie poznajesz mnie? – zapytał i uśmiechnął się tajemniczo.
- Nazywają cię Eli i jesteś... – urwałem zmieszany.
Bo kim on właściwie jest?
Nagle mnie olśniło, rażony niczym piorunem padłem do jego stóp.
- Panie, Mistrzu mój, wybacz – wyjąkałem. – Świat się zmienił, a oczy me jakby mgłą zasnute.
- Usiądź – rzekł i wskazał na głaz leżący nieopodal. – Mój uczniu czas nagli... choć w tym miejscu to akurat nie ma znaczenia.
- Co to za miejsce Mistrzu? – zapytałem próbując ukryć swój wstyd.
- Różnie je nazywają – odpowiedział rozglądając się wokół. – Bezpieczna Przystań, Ostatnia Przystań, Oaza Spokoju. To miejsce poza czasem, zawieszone między światami. Tylko nieliczni mogą tu trafić. Ty jesteś tu po raz pierwszy, lecz nieostatni. Sprowadziłem cię tu w konkretnym celu, by zwrócić ci pamięć i przygotować na to co wkrótce nastąpi. Dziś wieczorem wypełni się me przeznaczenie i opuszczę Elysię.
- Dlaczego im na to pozwalasz?! – przerwałem mu oburzony. – gdybyś tylko zechciał, mógłbyś...
- Ale nie chcę – wszedł mi w słowo uśmiechając się serdecznie. – Zwracam wolność Elizejczykom, a Ty przywrócisz Równowagę zadając miażdżący cios Chaosowi. Każdy z nas zapłaci za fałszywą nutę w Pieśni Stworzenia. Zbliża się kres dni Elysii i sześciu innych światów. Jak wiesz, Mrok wdarł się doń już w pierwszych ich dniach...
- Mistrzu, nie rozumiem – wtrąciłem zmieszany.
- Wkrótce wszystko będzie dla ciebie jasne. Boleśnie jasne – w jego głosie zabrzmiała nutka goryczy. Coś poszło nie tak, nie jestem w stanie tego pojąć. Mam wrażenie, że ktoś złamał reguły gry. Ale nic to, nie łam sobie tym głowy, nie należy lękać się tego co nieuniknione a wplecione w Pieśń Stworzenia. Koniec jest zawsze Początkiem a Początek Końcem a Księga Losu otwartą zawsze w połowie. Lecz pozwól, że najpierw zwrócę ci wspomnienia.
Eli wstał i pochylił się nade mną kładąc prawą dłoń na moim czole.
- Mocą nadaną mi przez Jedynego zwracam Ci Twoje imię – Atem oraz przywracam tytuł – Srebrzysty – Strażnik Elysii. Atemie odziej się w srebro, a Wiatr Tworzenia niech wieje w Twe skrzydła. Powstań Srebrzysty, Strażniku Elysii!
* * *
Moja walka o odzyskanie pamięci przypominała żmudne rozbieranie muru kamień po kamieniu. Eli rozsadził go w jednej chwili otwierając naraz wszystkie komnaty pamięci. Wspomnienia dopadły do mnie niczym sfora głodnych wilków do wędrowca na otwartej przestrzeni. Jedno za drugim kąsały dotkliwie. Pucz w Elizejskim Kręgu, Atikor mordujący ukochana Arachnię, partyjka chrabąszcza rozegrana z Greggiem w karczmie Uciecha, Kristof oddający życie za mieszkańców Wilczego Jaru, krwawa rosa na Polach Elizejskich, polowanie na Adronikusa, stworzenie Pierwotnych – Synów Elysii, czy wreszcie magiczna burza pustosząca Morowię. Kamienie Mocy!
- Krew i Popioły – jęknąłem. – Któż teraz dba o Elyzjum i Kamień Serce?
- Nie obawiaj się przyjacielu – uspokajał mnie Eli. – Twoja świątynia ma opiekuna, a właściwie opiekunkę. To młoda kapłanka o wielkiej mocy, lecz o wiele większym sercu. Wkrótce odwiedzisz swoje włości. Teraz jednak powinieneś udać się w inne miejsce Atemie. Siły Chaosu odnalazły nową drogę do Elysii i od dłuższego czasu przekradają się do tego świata.
- Inwazja? – zapytałem przerażony.
- Masowa eksterminacja – potwierdził. – Ich emisariusze byli tu od wieków przygotowując Elysię na przybycie Mrocznego Pana. Znajdziesz ich wszędzie – na dworze królewskim Arkadiusa, w gildiach, zakonach, poza Górami Korony w szeregach wroga, a nawet na słynącej ze swej odrębnej autonomii i neutralności wyspie Inran.
- Zatem proszę, wyjaw mi cel mojej misji – czułem narastającą euforię rad z nadciągającej przygody.
- Udasz się na maleńką wysepkę na wschód od Wyspy Inran...
- Portal Chaosu! – wykrzyknąłem. – Jak mogłem o nim zapomnieć, przecież Piołun o nim wspominał.
- Zaiste mój uczniu – roześmiał się Eli. – Dziwne dobierasz sobie towarzystwo.
- To jeszcze szczenie i do tego banita – odpowiedziałem. – Litość powstrzymała mnie przed odebraniem mu życia, a dopóki jest pod moją opieką nie wyrządzi żadnego... większego zła.
- Banita powiadasz? – zadumał się na chwilę. – Tak... przede wszystkim ucieka przed samym sobą i ciążącym mu przykrym obowiązkiem. Skoro kierowała tobą litość to kto wie jaką role przyjdzie mu jeszcze odegrać? Naucz go wszystkiego co uznasz za stosowne, jest jeszcze taki młody..., lecz nie łudź się że uda ci się poskromić jego demonią naturę.
- Zrobię co w mojej mocy – zatroskałem się nie na żarty przywoławszy z pamięci kilka ostatnich dni spędzonych w towarzystwie Piołuna. – Komu bogi były wrogiem, zrobiły go pedagogiem – mruknąłem pod nosem. – Niech i tak będzie.
- Gdy zamkniesz portal... – kontynuował Eli. – Popłyniesz na Wyspę Inran i skontaktujesz się z tamtejszym magiem na królewskim dworze. To właściwy moment by wskrzesić Elizejski Krąg i stworzyć ruch oporu.
Tu przerwał chichocząc, najwidoczniej rozbawiony własnymi myślami.
- Gdziekolwiek się udasz – podjął następny wątek. – Budź ze snu Pierwotnych Synów Elysii wzywając ich po imieniu. Przygotuj ich do ostatecznej konfrontacji. Ostrożnie dobieraj sprzymierzeńców – wróg już wie że wróciłeś. Wystrzegaj się zdrajców, będą chcieli przeniknąć do twego najbliższego otoczenia.
Słuchałem w skupieniu notując w pamięci każde jego słowo. Nareszcie coś zaczęło się dziać, moje przebudzenie nie było przypadkowe, poznałem swój cel, a jednak nadal nie rozumiałem wszystkiego. Tyle pytań kłębiło mi się w głowie. Eli jak gdyby czytając me myśli rzekł:
- Nie mogę odpowiedzieć na wszystkie twe pytania. Pewne prawdy sam musisz odkryć. Lecz nie obawiaj się gdyż nie jesteś sam. Nie jesteś jedynym Strażnikiem w Elysii, a i wśród śmiertelnych znajdziesz sprzymierzeńców i przyjaciół. Ja także będę z tobą mój uczniu. Choć mój czas dobiegł końca w tym świecie, będę nawiedzał cię w snach i wizjach wspierając radą i dobrym słowem. Bądź dzielny i roztropnie korzystaj ze swej mocy, gdyż jak wiesz na równowagę całości składają się pojedyncze wydarzenia. Dokonując wyborów pamiętaj o ciążącej na ciebie odpowiedzialności i czyń tylko to czego nie zdołasz uniknąć.
Eli zamilkł. Nadszedł czas rozstania. Nie potrafiłem znaleźć stosownych słów, by pożegnać swego nauczyciela, nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Wpatrywałem się tylko w zatroskane oblicze swego mistrza, który zmagał się ze swoim prywatnymi demonami, z tym co było mu przeznaczone. Przez moment miałem wrażenie, że ma ochotę zostać wśród tych zielonych stepów na zawsze, jednak po chwili na jego twarzy pojawił się grymas, który mógł świadczyć tylko o jednym.
- Niech się stanie – szepnął tak cicho że ledwie go usłyszałem. – Wracajmy przyjacielu – po chwili dodał uśmiechając się ciepło. – Gdy będzie już po wszystkim Atemie, wrócisz tu wzywając Opiekunkę Oazy. Będziesz wiedział kiedy. Wtedy spotkamy się ponownie. Żegnaj Atemie.
- Żegnaj Mistrzu...
- Imeon, Opiekunko Oazy przenieś nas z powrotem – krzyknął donośnie.
Komentuj (5)
18.09.2005 :: 14:04...
Ach niedziela, niedziela, niedziela mnie rozpierdziela...
Postanowiłem sobie zrobić wolne, wolne od wszystkiego. I tak mój weekend rozpoczął się od soboty o godzinie 18:00. Młodzi wyjechali, tatko siedział u siebie na dole, a ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Odkurzyłem starą grę Heroes III, lecz szybko się zniechęciłem (wieczne uzupełnianie ubitych jednostek i ciułanie na nie kasy zaczęło być monotonne), a i granie w pojedynkę to nic przyjemnego. Potem pogadałem chwilę z przyjaciółmi – to są dopiero złodzieje czasu (którego zresztą nigdy nie uważam za stracony). Wieczorem włączyłem Blade 2 żeby nie myśleć tylko oglądać i oczywiście uśpiłem się – inaczej być nie mogło. Potem poprawiłem Burzą stulecia niestety również poległem. Kiepski ze mnie oglądacz :) Dziś nie zrobiłem jeszcze nic pożytecznego, a za chwile trzeba iść do pracy i pouczyć się pracy socjalnej. Ech, niedziela, niedziela zawsze mnie rozpierdziela.
Komentuj (6)
24.09.2005 :: 15:52...
I like you!
I like you!
I like you!
If you're tall or small
I like you
If you're fat or thin
I like you
If you're rich or poor
I like you
I like you
I like you
E E Everybody
Come on everybody
Shake it to the left now!
Shake it to the right now!
E E Everybody
Come on everybody
You're dancing tonight
... i tak w koło Macieju
To jeden z moich ulubionych kawałków z cyklu "Z powerem acz niekoniecznie lirycznie". Ja tymczasem uciekam na VG (Egzekucja już prawie na ukończeniu). Pozdrawiam :)
Komentuj (55)
29.09.2005 :: 22:21...
Na Wojtusia z popielnika
Z popielnika na Wojtusia
iskiereczka mruga.
Chodź opowiem ci bajeczkę.
Bajka będzie długa.
Była sobie raz królewna,
pokochała grajka,
król wyprawił im wesele
i skończona bajka.
Była sobie Baba Jaga,
miała chatkę z ciasta,
a w tej chatce same dziwy,
cyt! iskierka zgasła.
Patrzy Wojtuś, patrzy, duma,
łzą zaszły oczęta,
czemu żeś mnie oszukała?
Wojtuś zapamięta.
Już ci nigdy nie uwierzę
iskiereczko mała.
Najpierw błyśniesz, potem zgaśniesz,
ot i bajka cała.
Był sobie król, był sobie paź
i była też królewna.
Żyli wśród mórz, nie znali burz,
rzecz najzupełniej pewna.
Kochał się król, kochał się paź,
kochali się w królewnie.
I ona też kochała ich,
kochali się wzajemnie.
Lecz stała się pewnego dnia
rzecz straszna niesłychanie,
króla zjadł pies, pazia zjadł kot,
królewnę myszka zjadła.
Lecz żeby ci nie było żal
dziecino ukochana,
z cukru byl król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
O owej smutnej kołysance przypomniał mi dziś JohNNy - odrazu zassałem z muła. Nie słyszałem jej całej lata i teraz uderzyła w moją czułą strunę. Idąc za ciosem zassałem Fantazję i Dziub Dziuba :) Polecam takie sentymentalne podróże (gorąco).
Komentuj (12)