„Cóż są słowa?
- Marne formy w które myśl człowieka
Nędze swojej powszedniej obleka.”
Maria Konopnicka
„A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...”
Bolesław Leśmian
01.07.2004 :: 16:42...
Czarne jest piękne. - slogan powtarzany przez Martina L. Kinga.
Są dnie kiedy czerń naszego ubioru staje się przekleństwem. Dziś jest właśnie taki dzień. Już w Grodzie Kraka przyklejałem się do chodników, w busie gotowałem się w dwójnasób; dosłownie, bo było tak duszno, w przenośni, bo nade mną wisiał tłusty kaszalot i capił niewąsko. Hm miejsce kaszalotów jest w oceanie. Mimo to jestem tak naładowany, że góry mogę przenosić:) Wczoraj zarwałem nockę, ale rzadko się zdarza w tak miły sposób ją zarwać. Rano zaspałem, to szczegół, warto było. Postanowiłem wrzucić na luz, nigdzie się nie spieszyć, nie uprawiać idiotycznej donkiszoterii i pozwolić pewnym sprawom toczyć się swoim torem, bo mój wpływ na nie znikomy lub żaden. I dzięki temu dziś załatwiłem wszystko co chciałem, choć było z punktu pod górkę. Zaczynam doceniać to co mam i przestaje gonić za nieuchwytnymi ułudami. Do takich wniosków doszedłem po nocnej rozmowie z Callą. W tym miejscu pragnę podziękować moim Siostrom i Braciom poznanym w Mroku, przede wszystkim zaś Królowej, dzięki której rozwinąłem skrzydła i zacząłem doceniać życie w stadzie. Trwałem w błędzie sądząc, że żywot outsidera i banity jest mi pisany na wieki. Podświadomie zawsze szukałem wspólnoty i zrozumienia, niestety nie miałem tego szczęścia by trafić na swoich. Teraz los się do mnie uśmiechnął. Kto wie, może to kolejny okrutny żart Kreatora, ale póki co cieszę się tym co mam i nie zakładam że będzie źle.
A bogowie grają w kości i nie pytają wcale czy chcesz przyłączyć się do gry (...) Bogowie kpią sobie z twojego poukładanego życia (...) nie przejmują się zbytnio ani naszymi planami na przyszłość ani oczekiwaniami. Gdzieś we wszechświecie rzucają kości i przypadkiem wypada twoja kolej. I odtąd zwyciężyć lub przegrać - to tylko kwestia szczęścia.
Borys Pasternak
Komentuj (4)
03.07.2004 :: 00:08...
„Przez oczy zalane łzami nie jestem w stanie opisać, co się dzieje. Zamiast
frunąć wysoko spadam korkociągiem w dół prosto do dziury w ziemi, w której się
kryję...”
The Final Cut – Pink Floyd
Dziś myślę o Tomku Beksińskim, rozpaczam nad tą wielką stratą. Był takim wyjątkowym człowiekiem. Dzięki niemu odkryłem najpiękniejszy album – „Elodie” Lacrimosy. Jego wewnętrzna pasja przekonała mnie do Monty Pythona. Jego zasada - czarne albo białe, stała się moim credo. Tak wiele mu zawdzięczam (drobiazgowe przytoczenie listy zasług jest bezsensu). Taka strata. Nie wiem dlaczego dziś naszły mnie te myśli, to chyba strumień świadomości. Ha ha, chciałem napisać strumień samotności. Hm... w sumie jestem tak samo samotny jak on – czasem mam wrażenie że nigdy nie znajdę tej właściwej. Jak kochać to na zabój, jak nienawidzić to tak by jad ściekał ze ściany:) Właśnie przyszedł drugi sms od Evy, zadaje trudne pytania. Tyle rzeczy .... trzeci sms od Evy: „Proszę nie upodabniaj się do Tomka”... aż mnie ciarki przeszły po plecach. Czy tylko ona mnie rozumie? Wszyscy inni od rana (a właściwie od nocy) zasadzają mi kopa... nic nie rozumiecie, nawet nie próbujcie. Nie ważne, nie warto się nad tym zawieszać. Dziś odniosłem małe zwycięstwo. Za pracę z teorii wychowania dostałem bdb z pochwałą na forum za refleksyjną pracę i z komentarzem, że w owej grupie znalazł się myśliciel. Głupio mi się zrobiło, ale podziękowałem panu profesorowi, kątem oka dostrzegłem grymas u jednej z osób (z tych ambitnych)... zażenowanie prysło, od razu poczułem się lepiej. W niedzielę najtrudniejszy egzamin, trzeba jutro trochę pozakuwać. Dość żalów i tak już pogryzłem się do krwi... hmm... ten metaliczny posmak.... chce więcej. Już wkrótce. Your blood is my pleasure :)=
Przyrządziłem sobie Krwawą Mary (dobrze że były pomidory), drink chodził dziś za mną cały dzień:) Tomku, byłeś jesteś i zawsze będziesz dla mnie KIMŚ, przyjmij ten puchar.
W ZAKŁADZIE POGRZEBOWYM
FACET: - Dzień dobry.
TRUMNIARZ: - Czym mogę służyć?
FACET: - Mógłby mi pan pomóc? Moja matka właśnie umarła.
TRUMNIARZ: - Oczywiście, przecież zajmujemy się sztywniakami.
FACET: - Co?
TRUMNIARZ: - Możemy zrobić trzy rzeczy: spalić ją, pogrzebać albo wyrzucić.
FACET: - Wyrzucić?
TRUMNIARZ: - Do Tamizy.
FACET: - Co?
TRUMNIARZ: - Lubił ją pan?
FACET: - Tak.
TRUMNIARZ: - W takim razie jej nie wyrzucimy. Co pan woli pogrzebać ją czy spalić?
FACET: - A co pan poleca?
TRUMNIARZ: -Oba sposoby są paskudne. Jeśli ją spalimy, ogarną ją płomienie i zacznie skwierczeć, co może ją trochę przerazić, jeśli nie jest całkiem martwa. Ale to szybki sposób. Dostanie pan garść popiołu i będzie udawał, że to prochy. A jeśli ją pogrzebiemy, zaczną ją zjadać różne paskudne robaki. I jak powiedziałem, może ją to przerazić, jeśli nie jest całkiem martwa.
FACET: - Rozumiem. Ale ona na pewno nie żyje.
TRUMNIARZ: - Gdzie ją pan ma?
FACET: - W tym worku.
TRUMNIARZ: - Mogę zerknąć? (zagląda) Młodo wygląda.
FACET: - Tak, umarła młodo.
TRUMNIARZ: - (do pomocnika): - Fred!
FRED: - Tak?
TRUMNIARZ: - Chyba mamy co do żarcia!
FACET: - Co takiego? Proponuje pan zjeść moją matkę?
TRUMNIARZ: - Tak. Ale nie na surowo.
FACET: - Co?
TRUMNIARZ: - Zrobimy z niej pieczeń z frytkami, brokułami i sosem chrzanowym.
FACET: Właściwie jestem trochę głodny...
TRUMNIARZ: - świetnie!
FACET: - Z pasternakiem?
TRUMNIARZ: - Fred, skocz po pasternak!
FACET: - Wie pan, mam jednak opory.
TRUMNIARZ: - Co panu powiem. Zjemy ją, a jeśli pan potem będzie miał poczucie winy wykopiemy grób a pan do niego zwymiotuje.
Komentuj (3)
05.07.2004 :: 20:44...
Nie raz chciałem zatopić w oszukańczym winie
Pamięć zgrozy, co skrzydła rozpięła nade mną,
Lecz słuch się lepiej w ciszę, wzrok w noc wbijał ciemną!
Kwiaty Zła Charles Baudelaire
Za oknem domy sąsiadów spowiła ciemność, choć to dopiero 16. Słyszę pierwsze grzmoty i z rosnącym napięciem czekam na pierwsze krople. Hm... ten kojący szum. Krzywiąc się niemiłosiernie dopijam chłodną już kawę... nawet nie wiem kiedy wystygła. Ofiarowany wczoraj na wykładach przez Evę tomik „Kwiatów Zła” Baudelaire’a, pochłonął mnie całkowicie, jak owa ciemność domy sąsiadów i cały boży świat. Cisza błoga i odprężenie spłynęły na mnie uwalniając z więzienia mej duszy. Nie wiem już czy jestem z tego czy z tamtego świata :) W pewnym momencie kwiaty zła posypały się z mych rąk. Nie mogłem zebrać ich z podłogi – to ciało z marmuru nie było już moim. W mgnieniu oka lub jeszcze szybciej przeniosłem się do swej samotni. Szybko pokonałem alejkę, nie oglądając się na wiekowych entów. Wspiąłem się na szczyt, dla samej radości wspinania i zamarłem. Coś jest nie w porządku... ktoś tu był. Kto śmiał wtargnąć do MOJEGO sanktuarium i dlaczego strażnik nie zareagował? Gdzie jest paleion? Jest, spokojnie sobie dryfuje zawieszony nad basztą. Sięgam w jego stronę i czytam ostatnie dane. Intruz kimkolwiek był (nie widzę jego obrazu) trafił tu przez przypadek i dał się oszukać podwójnej iluzji. Odetchnąłem z ulgą. Po chwili usłyszałem dobiegający gdzieś z oddali dźwięk. Irytująco narastał i już wiedziałem, że czas na mnie. Telefon.
Komentuj (2)
06.07.2004 :: 03:21...
Cos się kończy, coś zaczyna.
Sapek
Nie sądziłem że do tego dojdzie. Umiłowawszy sobie prawdę przyszło mi ją przyjąc, choć nie łatwo. Blog ów wkrótce zmieni wystrój. Zmiany są konieczne, bo wszystko wokół mnie się zmienia. Nie mogę pisać już nic więcej, bo mam świadomość że pogążam się coraz bardziej. A więc do zobaczenia wkrótce, nie u MeFista lecz u Dariusza z rodu achemenidów:)
Komentuj (10)
08.07.2004 :: 02:40...
Świat dzieli się na pożerających i pożeranych.
Józef Weyssenhoff
Piękny dzień spędzony w doborowym towarzystwie. Wraz z Arachną dostaliśmy niezłą lekcję życia od Mantei - a mieliśmy tylko zjeść coś ciepłego w "Botanice" na Brackiej. Obyło się bez krwi (a szkoda). Było bardzo grzecznie i kulturalnie:>
Po 24 zbiło mnie z nóg. Usłyszałem historię która doprowadziła mnie do furii. Nadal mna szarga. Spokojnie jeszcze zobaczymy kto kogo pożre. No merci!
Komentuj (5)
08.07.2004 :: 18:52...
Naprawdę nie dzieje się nic
Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
czy księgę mądrą napiszesz,
będziesz zawsze mieć w głowie
tę samą pustkę i ciszę.
Słowo to zimny powiew
nagłego wiatru w przestworze;
może orzeźwi cię, ale
donikąd dojść nie pomoże.
Małe szczęścia - teraz niewiele mi potrzeba, chcę tylko czuć ich smak. Wczoraj cieszyłem się właśnie takim małym szczęściem, byłem w odwiedzinach u swego chrześniaka. Mały berbeć ucieszył się gdy zobaczył swego wujka (a dawno go nie widział), z wrażenia ciągnął mnie za włosy i za brodę, ku uciesze wszystkich zebranych jak i mojej. Spotkanie z Arachną i Manteją również przyniosło wiele korzyści... jak i radości. Jutro jadę do przyjaciół i pić będziem za zakończenie sesji i na pohybel wszystkim ... (tu niech każdy wstawi co uważa, a wypiję za to). A potem wrócę do swej hermetycznej rzeczywistości, mrok utuli mnie w ramionach i pogrążę złego człeka, który zasłużył na to i nie pomogą mu jego mnisi, bo „kiedyś go znajdę” :P a wcześniej obrzydzę mu życie.
Śmiech mną ogarnął, pewne zdarzenie staje się rutyną. Przed chwilą dostałem telefon z pracy... i w piątek mam służbę. Pić nie będziem:) ale za to w sobotę... choćbym do lustra miał to nie popuszczę! Cóż skomentować można to tak: „Czekałem na nockę w weekend jak na wyrok, bo wyrok już zapadł tam w biurze, w dniu kiedy podpisałem umowę i zgodziłem się na dyspozycyjność.”
Szkoda sobie zawracać tym wszystkim głowę, nie warto. Teraz przyjechało do mnie moje małe szczęście – mój chrześniak.
Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
muzyka Grzegorz Turnau
słowa Michał Zabłocki
Komentuj (4)
09.07.2004 :: 12:22...
Wiatr mną jak piórkiem pomiata.
Nie wiem, czy jestem z tego, czy z tamtego świata.
Gdzie się przybliżam, zaraz wiatr oddali,
Pędzi w górę, w dół, z ukosa:
Tak pośród pierzchliwej fali
Wieczną przelatując drogę,
Ani wzbić się pod niebiosa,
Ani ziemi dotknąć nie mogę.
Dziady – A. Mickiewicz
Z pielgrzymów znających cel i kierunek wędrówki – powiada Zygmunt Bauman – zmieniliśmy się w nomadów bez końca szukających nowych, powierzchownych wrażeń. Nasze podróżowanie jednak – nie mając celu – przestaje mieć sens. Mimo to nie wolno nam zapominać, że tak wiele zależy właśnie od nas i od naszych działań. Za świat, za rozwój i jego trwanie, co za tym idzie za trwanie ludzkości jesteśmy odpowiedzialni właśnie my. Odpowiedzialność ta przekłada się na dziesiątki pozornie drobnych decyzji podejmowanych codziennie w różnych okolicznościach.
Wielu z Was zarzuca mi właśnie takie podróżowanie bez celu, przerzucanie się na coraz to większe lizaki:) Trudno nie przyznać Wam racji, bo zapewne skoro takim mnie postrzegacie, to właśnie taki jestem. Nie będę się bronił, bo nie widzę takiej potrzeby. Nie będę również już nikomu tłumaczył dlaczego wystąpiłem z szeregów Nowej Krwi – odpowiedź przeczytajcie sobie powyżej. Szukam teraz kolejnego lizaka, a może wybiorę się na pielgrzymkę do katolskiego sanktuarium? Poznacie Prawdę a ona was wyzwoli. :}=
Ruszajmy, przyjaciele,
wcale nie jest za późno,
by szukać świata ze snów...
(...) Zły los, a może zły czas
osłabił w sercu ogień, co łączył niegdyś nas,
lecz wzmocnił naszą wolę i teraz dobrze wiemy,
że trzeba szukać, szukać, szukać,
bez względu na to co znajdziemy.
Ulisses – Tennyson
Komentuj (3)
11.07.2004 :: 13:03...
Przyjemność dojrzewa tylko wtedy, gdy się ją pamięta. Ty, mówisz tak, jakby przyjemność była jedną rzeczą, a pamięć inną. A to jest jedna rzecz. (...) To, co nazywasz pamiętaniem, jest ostatnią częścią przyjemności (...). Kiedy się spotkaliśmy, ty i ja, spotkanie to było bardzo krótkie, było niczym. Teraz, kiedy je wspominamy, stało się czymś. Ale wciąż niewiele o nim wiemy. To, czym się stanie kiedy będę je wspominał kładąc się, by umrzeć, czym stanie się przez te wszystkie dni od dzisiaj; to jest nasze prawdziwe spotkanie. Tamto jest tylko początkiem.
Clive Staples Lewis - Z milczącej planety
Jak miło jest pospać w niedzielę do bólu, po południu świat wygląda całkiem inaczej. Ech muszę w końcu rozwiązać problem internetu, inaczej te nocne rozmowy mnie wykończą. Jest już nadzieja na to, że neostrada będzie u mnie działać, okazało się, że wina nie była po stronie telekompromitacji, lecz problem był z moim komputerem. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo jeszcze co mu dolega.
Dziś mam zamiar nie robić nic, wczoraj pokonałem największego smoka – teraz nie straszne mi inne pomniejsze. Sesja praktycznie dobiegła końca. Zastanawiam się gdzie uderzyć na urlop, choć na kilka dni. Bardzo chętnie odwiedziłbym swoją rodzinę nad morzem, z drugiej strony z chęcią złożyłbym kilka zbyt długo odkładanych wizyt. Hmm... wszystko pięknie nie wiadomo tylko jakie plany ma wobec mnie mój zakład pracy.
Komentuj (3)
13.07.2004 :: 01:31...
Co dasz dobremu przyjacielowi, nie zginie.
Jestem w błogim stanie upojenia alkoholowego, Zewsząd spoglądają na mnie puste butelki, kufle, a w powietrzu unosi się kwaśny zapach alkoholu.
Nieważne nadal mogę jasno myśleć. Dzisiejszy dzień zaliczam do najbardziej pracowitych a zarazem najprzyjemniejszych jakie ostatnio mnie spotkały. Mam ochotę śmiać się w głos, biegać i oznajmiać wszystkim, że nie wszystko jeszcze stracone... i w nosie mieć że nikt mnie nie zrozumie, a ktoś zadzwoni do białego domu. Warto rozejrzeć się wokół i dostrzec tych którzy świecą w tłumie. Tak oni błyszczą ale my nie zawsze ich dostrzegamy. Na mojej drodze dziś spotkałem aż kilkoro takich „Świetlików”. Dziękuję Wam że jesteście.
Komentuj (8)
15.07.2004 :: 11:23...
Cokolwiek o tym powiecie,
Przed wami nie stanę bosy,
Pętlicy na kark nie zarzucę,
Nie myślę pójść do Kanosy.
Nigdym się nie rwał ku cnocie,
Grzechów spełniłem niemało –
Cóż robić? Wszak tylko z gliny
Bóg nam ulepił ciało.
Jan Kasprowicz
Poranek przyniósł ze sobą wiele zaskakujących rzeczy. Nocne problemy zostały chwilowo odsunięte, na rozwiązanie przyjdzie pewnie jeszcze poczekać – ta sprawa bez wątpienia nadaje się do Archiwum X. Poranna kawa - czekałem na nią z utęsknieniem. Mieliśmy tyle do przedyskutowania, kawa zawsze wymusza na nas tę słodko-gorzką presję z nutką dekadencji :P. Pozwoliliśmy dziś celebrować ją razem z nami osobom z zewnątrz – i to był niewybaczalny błąd. Nawet moje dyskretne sygnały, a potem ostentacyjne wywracanie oczami nie przerwało tej farsy. Szkoda że ów człowiek otworzył usta, lepiej by dla niego było gdyby nic nie mówił.
Wczoraj poczyniłem pewne kroki by odzyskać to co tak dawno i tak głupio straciłem. Być może nie jest jeszcze za późno – kilka następnych dni przyniesie rozwiązanie. Chciałbym żeby ten Dom został na powrót otwarty, to jest możliwe:)
W niedzielę spotkam się z Callą w Krakowie, aż nie chcę mi się w to wierzyć – nareszcie. Eh ostatnimi czasy tyle się wydarzyło – i nie mówię że to źle. The wind of change.
Achemenid jest teraz w trakcie rozmowy wstępnej, albo już po. Trzymam za Ciebie kciuki przyjacielu.
Komentuj (4)
17.07.2004 :: 01:39...
My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się miękkich gestów [...]
Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami
Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości
Małgorzata Hillar
Życiowa filozofia samotności posiada długą historię. Już Francesco Petrarka pisał: „Samotność jest święta, prosta, niezepsuta i najbardziej czysta ze wszystkich rzeczy ludzkich. Samotność nie chce nikogo zwodzić, nikomu nie schlebia, nic nie ukrywa, nic nie zmyśla. Jest całkiem naga i bez ozdób. Nie wystawia się na widok publiczny ani nie szuka oklasków, które zatruwają duszę.” Wybierali ją z rozmysłem filozofowie, artyści, myśliciele, poeci, pustelnicy – ludzie pochłonięci pielęgnowaniem idei i talentów, którzy nie chcieli, jak Nietzshe, żadnego świadka przeszkadzającego im w skupieniu. Składano ją w darze Bogu – jako szczególnie trudną. Stokroć ją jeszcze potęgowano, idąc na pustynię albo zamykając się w eremach z nakazem milczenia do śmierci. Wydaje się, że na pustyni gwiazdy świecą niżej niż gdzie indziej na ziemi – ona je przybliża. Podobnie jest z samotnością. Wszystko wtedy wydaje się w niej intensywniejsze, wyrazistsze. Samotnicy wiedzą, że lepiej im się rozmawia z Bogiem, bez pośredników. Wyraźniej się wszystko widzi, przenikliwiej słyszy, ćwiczy się zaradność i inteligencję – człowiek odkrywa się na nowo.
Współcześnie samotność nie jest już tylko drogą wybrańców, zeszła w tłum. Nie decyduje się na nią, by nieść kaganek oświaty do ciemnych mas, lub by służyć rewolucji społecznej. Częstokroć wybiera się ją dla własnej wygody, z lenistwa.
Samotnosc to takze poczucie totalnego osamotnienia, samotność w tłumie, samotność jako P U S T K A – to specyficzny rodzaj samotności. Jest to samotność na którą cierpi człowiek współczesny, ten człowiek który goni za pracą, karierą, mamoną. Żyje w tłumie, lecz tak naprawdę zostaje sam jak palec. Cierpi z powodu braku miłości i zrozumienia. W filmie Wima Wendersa Niebo nad Berlinem, na ziemi pojawiają się aniołowie i wsłuchują się w osamotnione myśli i monologi różnych ludzi. Jedynie dzieci ich dostrzegają. Jeden z chłopców mówi: „Popatrzcie jaki ja jestem samotny, czy to nie jest podłe?" Potem cyrkówka, którą nieoczekiwanie zwolniono z pracy mówi: „Popatrzcie, samotność - jaka straszliwa pustka".
Samotność jest przyjemnością dla tych, którzy jej pragną, i męką dla tych, którzy są do niej zmuszeni.
W. Tatarkiewicz
Komentuj (4)
19.07.2004 :: 11:33...
Gdy otworzysz oczy wydaje ci się już, że widzisz.
Johann Wolfgang von Goethe
Dziś w nocy nawiedziła mnie przyjaciółka z przeszłości. Zawsze wiedziałem, że czuwa i ciągle obserwuje. Znalazła mnie w suterenie starego rozsypującego się bloku mieszkalnego. Gdy tylko zmaterializowała się w tej nic nieznaczącej dla mnie piwnicy obok mnie pojawili się wszyscy moi doradcy, nawet Ci którzy mieli opuścić mnie na zawsze. W mgnieniu oka transformowała. Przybrała postać czarnego beholdera – pojawiły się nowe wypustki na jej głowie, awansowała. Cóż skoro ja ciągle się rozwijam to i ona nie może stać w miejscu. Wpadła w furię, miotała się i kłapała paszczą, próbowała uchwycić kogoś swym magnetycznym spojrzeniem – na próżno. Nagle zmieniła taktykę, jej oko przybrało czerwoną barwę. Posłała nam wiązkę niczym z działa laserowego. Były straty... Fabio wypchnął mnie przez okno piwnicy i rozkazał bym uciekał. Z Fabiem nie pertraktuje się. Na zewnątrz już czekali inni wskazując bezpieczne schronienie. Moim tropem niczym pies podążył sługa mej przyjaciółki – młody beholder, ze śmiesznie łysą głową. Odnalazł mnie. Nie, to ja czekałem na niego:>
I've never seen you looking so lovely as you did tonight
I've never seen you shine so bright
I've never seen so many men ask you if you wanted to dance
They're looking for a little romance, given half a chance
And I have never seen that dress you're wearing
Or the highlights in your hair that catch your eyes
I have been blind
The lady in red is dancing with me, cheek to cheek
There's nobody here, it's just you and me
It's where I want to be
But I hardly know this beauty by my side
I'll never forget the way you look tonight
Wczoraj o 15 przed Empikiem :> w końcu się spotkaliśmy. Błyskawicznie wyłowiłem z tłumu tę Jedyną – Lady in Red. Chwile potem siedzieliśmy w chłodnych piwnicach Galerii Faust, ciągle nie mogąc nasycić się swoim widokiem. Calla jest taka jaką ją sobie wyobrażałem, a wspólne doświadczenia wczorajszego dnia tylko potwierdziły moje przypuszczenia, nie wspominając jak bardzo owe zbliżyły nas do siebie. Tego dnia nie zapomnę nigdy, a syndrom niedopitego piwa już zawsze będzie zarezerwowany dla tamtych chwil. Już wkrótce znowu się spotkamy.
Komentuj (4)
22.07.2004 :: 14:42...
Oko na powrót zwęziło się w szparę.
- Chcesz więc słowa – odezwał się. – Przyszedłeś tu po słowo, prawda? Radzę ci, nie pytaj, tylko rób to co ja. Znajdź sobie złoto, byle nie moje złoto, i pilnuj go.
John Gardner – Grendel
Zaparzyłem kawę (w swym pokoju nad światem;), jej aromat leniwie rozpełzł się po mieszkaniu. Odruchowo sięgnąłem po słoik z miodem. Spojrzałem z niedowierzaniem, przecież ja nie lubię miodu. Hm... już dawno nauczyłem się słuchać sygnałów z wewnątrz, więc skoro chcesz miodu to go dostaniesz. Wracam do pisania...
Zaufanie i szacunek - te dwa słowa odbijają się w mojej głowie niczym piłeczki pingpongowe. Nawet teraz znowu padły, choć się o nie wcale nie prosiłem. Mocno zapadły w mej duszy. Pewne lekcje trzeba powtarzać wciąż i wciąż na nowo, aż do skutku – tylko dlaczego musisz tak cierpieć Wiewiórko? Dlaczego właśnie Ty, gdyby on wiedział, ba gdyby rozumiał... Czasem mam ochotę zawyć i uciec do lasu, zaszyć się w liściach paproci i zakryć uszy łapami, zawsze wtedy gdy skurwysyństwo sięga zenitu. Dobrze, że tam ono nie sięga i nie ma do mnie dostępu. Naładowany mogę powrócić i dalej uprawiać donkiszoterię, marzyć i dążyć do celu. Pocieszam się tym, że nie jestem sam, bo są jeszcze ludzie, którzy tropią jednorożce i pilnują swego złota niczym smoki.
A psy niech sobie szczekają - karawana idzie dalej.
Lecz jeśli Chłopcem jest to dziecko,
Daje się je Kobiecie Starej,
Która przygważdża je do głazu
I zbiera szloch w złote puchary.
William Blake
Komentuj (4)
25.07.2004 :: 08:04...
Urodziliście się razem i pozostaniecie na zawsze razem. Będziecie razem nawet w milczącej pamięci Przedwiecznego, ale w waszych związkach niech nie zabraknie przestrzeni i wiatr wiejący z nieba niech tańczy pomiędzy wami. Kochajcie się wzajemnie, lecz nie czyńcie z tej miłości krępujących pętl. Niech będzie ona raczej jak ruchliwe morze pomiędzy brzegami waszych mórz. Niech każdy z was uzupełnia kielich drugiego, lecz nie pijcie ze wspólnego kielicha. Dzielcie się waszym chlebem, lecz nie jedzcie z tego samego bochenka. Śpiewajcie i tańczcie razem i bądźcie weseli, ale niech każde z was pozostanie sobą, ponieważ nawet struny lutni pozostają oddzielone choć wibrują w rytm tych samych dźwięków. Oddajcie sobie serca, lecz nie pod wzajemną straż, ponieważ tylko ręka życia może trzymać je na wodzy. I bądźcie blisko siebie, ale i także nie nazbyt blisko, ponieważ filary świątyni stoją oddzielnie, a dęby i cyprysy nie rosną jeden w cieniu drugiego.
Ostatnio wrócił do mnie „Grendel” Gardnera, w środku znalazłem świstek papieru pokryty moim drobnym pismem. Na owej karteczce znajdowała się powyższa myśl. Sięgnąłem wstecz i przypomniałem sobie historię tejże sentencji. W zamierzchłej przeszłości, w czasach które nigdy już nie powrócą, bo tak to się plecie na tym dziwnym świecie, przepisałem tę sentencje z Dziennika Pokładowego. Tenże Dziennik miałem przyjemność prowadzić z ekipą Domu Wielkiego Woźniaka. Przybytek ów w pewnych kręgach zwany był domem publicznym Meduza. Nie pamiętam kto umieścił tam ową myśl (najpewniej Goga), czy sama ją ułożyła czy przepisała – trudno powiedzieć. W tej chwili to nie ma większego znaczenia. Napłynęły wspomnienia... trzy lata spędzone w Domu WW. Nasza jedyna i niepowtarzalna ekipa, kochane skurvensony:).
Iwett – szefowa, przyjaciółka na dobre i na złe, która zawsze opieprzała mnie za marynowane niedopałki papierosów. Anna – neutralna aż do bólu :D, jej wyczerpujące nocne monologi sprowadzały na mnie błogi sen, lepsza niż melatonina, kochana gaduła. Goga - rozważna acz romantyczna, śliczna niestereotypowa blondynka niosąca kaganek oświaty, wspaniały kompan do rozmów o literaturze i sztuce. Tandem Qra i Fiona – nasze emocjonalne (i nie tylko) ekshibicjonistki. Qra – do tańca (ech te potańcówki w hollu 2 na 2) i bynajmniej nie do różańca, fanka Kasi Kowalskiej. Fiona – hip-hopowa foka, która spóźni się na swój ślub, bo ... nevermind, z zapędami mesjanistycznymi (Jestem Bogiem wyobraź to sobie sobie). Pastor – pozytywnie zakręcony władca świata, nikt mnie tak nie rozbraja jak on i jego stosunek do wszystkiego. Mary – studentka CHUJa (dla niewtajemniczonych - Chrześcijańskiego Uniwersytetu Jasnogórskiego), honorowy gość DWW, elfka o gorącym temperamencie i moja pokrewna dusza. Aga – moja Vampirella, widywaliśmy się tak rzadko, ale za to bardzo „intensywnie”, z taka osoba konie kraść można... i jeszcze zapewne nie jednego ukradniemy, o ile w końcu się spotkamy:>
Mógłbym się jeszcze pokusić o sylwetki Kobiety WOW i U nas w KANADZIE, ale to już inna historia i inne mieszkanie...
Kocham Was jak diabli moje skurvensony – na zawsze wasz Młodopolski Diabeł:>
Komentuj (9)
29.07.2004 :: 14:27...
Convenienter naturae vivere
Zenon z Kition (ok. 336 - 264 p.n.e.)
Wczoraj późnym wieczorem wróciłem z krótkiego wypoczynku. Przez trzy dni (tylko trzy) odpoczywałem nad Jeziorem Turawskim pod Opolem. Przyjaciółka rodziny zaprosiła nas do swojej daczy ukrytej głęboko w lesie. Do pełni szczęścia niczego więcej nie trzeba mi było. Spartańskie warunki – czegóż chcieć więcej. Wymarzona okolica na letni wypoczynek. Tak bardzo chciałem uciec od tego miejskiego zgiełku, od problemów, na które nie mam wpływu. Żałuję tylko, że zabrałem ze sobą telefon. Pomimo iż tam zasięgu nie uświadczysz lub graniczy to z cudem, to jednak ktoś mnie tam złapał. Sytuacja konfliktowa zażegnana. Zastanawia mnie jak to jest, że zawsze coś mnie dopadnie, nawet tam gdzie diabeł mówi dobranoc. Tak jakbym nie mógł wyjść i zamknąć za sobą drzwi, irytuje mnie to jak diabli. Wracając do tamtej sytuacji, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W dziwnych i mało przyjemnych okolicznościach poznałem kogoś z „branży”. Nasz „świat” jest taki mały:)
Natura w las wilka prowadzi...
anonim
Komentuj (1)
30.07.2004 :: 12:58...
Wicher wyje i śnieg prószy,
a ja błądzę przez zawieje -
szatan jakiś w mojej duszy
to zapłacze, to się śmieje.
Wicher targa, zamróz siecze,
pokostniały z zimna bory,
a ty sobie idź, człowiecze,
i wyśpiewuj: "duch mój chory" -
i wyśpiewuj: "Miserere",
i wyśpiewuj: "biją dzwony" -
wszystko we mnie dzisiaj szczere:
mój śmiech pusty, ból szalony.
Wicher targa, wicher wyje,
białe kłębią się tumany,
płyną dziwne melodyje -
huczą dzwony, brzmią organy.
Jezus Maryja - jakiś jęk!
Jezus Maryja - jakby śmiech -
ha, szatański wrzask i brzęk -
płacze, świszczy, syczy grzech.
Siostro moja, daj mi dłoń -
wspólne wichry nas porwały,
rumak tętni, skrzy się broń -
krzywe szable, samopały.
To mi wojsko - to mi huf!
zamrożone w stal upiory,
skrzą na barkach pióra sów -
dalej strygi, dalej zmory!
Poloneza! huczmy w śmiech -
Borkowiców groźne plemię -
górą wódz nasz - stary Lech -
wytrącimy z posad ziemię!
My bez słońca - i lazuru -
tym ci szerzej - w lot wałacha -
coś nas więzi - kawał muru -
wiejski kościół - ha ha! ha ha!
Nuż morderco! wywal wrota!
drży ci ręka? - młotem w skronie!
Podejdź bliżej z worem złota,
Sodomito i Mamonie.
Kto tu jęknął? kto tu jest?
jakiś blady płacze Cień -
w imię twoje brałem chrzest -
dziś Twą głowę dam na pień.
Consummatum! czarcie syny,
dokąd was tak pędzi strach?
jeszcze chwila - a w perzyny
cały boski runie gmach.
Do mnie, do mnie wichrów dzieci -
to nie jęk mój - to nie ja -
coś tam pada, coś tam świeci -
Czarna gwiazda, moja łza.
Zgnieść ją - zabić - cóż wielkiego?
drzazgę krzyża w piersi mam -
w lot szatany! dziś niech Jego,
jutro ja swój tryumf dam.
............................
Wicher targa i śnieg prószy,
a ja błądzę przez zawieje -
szatan jakiś w mojej duszy
to zapłacze, to się śmieje.
Tadeusz Miciński – Zawierucha
31.VII.04 8:30
Wróciłem skonany z pracy – nie pamiętam takiej niespokojnej nocki. Nie wiem czy to pełnia tak działa na ludzi, czy to gorączka piątkowej nocy tak pobudza młodzież? Na mnie księżyc wpłynął również niekorzystnie, powróciły wspomnienia a z nimi tęsknota za tym co na zawsze utracone. Z rozkoszą pogrążyłem się w swym bólu, upajałem się nim, aż w końcu straciłem umiar. Żółta żmija, mój Daimonion tylko na to czekał – niech zmysły przejmą władzę nad duszą! „Piątek trzynastego” emitowany na TVP1 tylko podsycił mordercze zapędy. Niech się tylko ktoś zbliży do okna – powtarzałem uparcie niczym mantrę. Głos kukułki podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody – przyszedł sms. „Nie kop głębiej, to ci nie pomoże” - Kochana Przyjaciółko, zawsze byłaś przy mnie. Czasem zastanawiam się czy nasz wspólny „Znajomy” :D nie splótł naszych losów ze sobą, bo od tamtej chwili podążamy tą samą drogą, a niekiedy mam wrażenie że nasze wybory i to co nas spotyka są niemal identyczne.
Komentuj (6)